Gronkowiec złocisty, żółtaczka typu C, czyli kiedy szpital nie pomaga a szkodzi.
Niestety w życiu bywamy równiez pacjentami. Własny kubeczek, sztućce, sala jak na kolonii, nieodzowna piżama w paski i szlafroczek - wszystko wskazuje na to, że znaleźliśmy się w szpitalu. Trafiając tam, mamy nadzieję na ustąpienie naszych dolegliwości i tak się najczęściej dzieje. Ale czasami zdarza się odwrotnie i ze szpitala wychodzimy z większą szkodą, niż kiedy tam przyśliśmy.
Czujemy się wtedy skrzywdzeni i oszukani. Chcemy, żeby winni ponieśli konsekwencje swojej niefrasobliwości podczas wykonywania obowiązków służbowych. Rośnie nasza świadomość jako pacjentów, znamy swoje prawa i coraz częściej żądamy rekompensaty za krzywdę, którą nam świadomie czy nie, ale jednak wyrządzono w szpitalu bądź innej placówce służby zdrowia. Do kancelarii również trafia coraz większa ilość tego typu spraw, odpowiadamy na liczne zapytania.
Rozpoznanie lekarskie, nawet na piśmie, potwierdzające obecność w naszym organiźmie szpitalnego wirusa bądź bakterii to jedno. Ale udowodnienie, gdzie i kiedy doszło do zarażenia, to drugie. I niestety to właśnie na poszkodowanym ciąży obowiązek wskazania odpowiedzialnej za zaniedbanie placówki służby zdrowia i określenia przedziału czasowego, w którym nasze zdrowie poniosło dodatkowy uszczerbek. Sąd, do którego wcześniej czy później trafi nasze roszczenie, nie zrobi tego za nas.
Taki wniosek można wysnuć, po ogłoszeniu wyroku Sądu Najwyższego w sprawie zakażenia wirusem żółtaczki typu C. Poszkodowany zażądał wysokiego zadośćuczynienia i renty od szpitala, w którym wielokrotnie przebywał i w którym niewątpliwie doszło do zainfekowania. Powołani przez sądy poprzednich instancji biegli nie byli jednomyślni, w jakim czasie doszło do kontaktu chorego z wirusem. Fakt ten był o tyle istotny, ponieważ szpital zmienił status z jednostki budżetowej w samodzielną jednostkę ZOZ. Jak można się domyślić pozew został oddalony, a Sąd Najwyższy odrzucił skargę kasacyjną wniesioną przez poszkodowanego.
Możemy tylko sobie wyobrazić, jak wielkie jest rozgoryczenie poszkodowanego: postępująca, ciężka choroba, z którą trzeba żyć; obowiązkowe leczenie mające również wymiar finansowy; przegrany proces i jego olbrzymie koszty; brak możliwości uzyskania rekompensaty za poniesioną szkodę. Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Dlatego swoim klientom zawsze radzimy: zgłośmy sprawę do prokuratury. Nie bójmy się tego kroku! Prokurator z urzędu ma obowiązek wszcząć postępowanie mające na celu stwierdzić, czy doszło do popełnienia czynu niedozwolonego bądź zaniedbania, którego następstwem są nasze kłopoty zdrowotne, a jeżeli tak, to gdzie i kiedy miał ten fakt miejsce. Zastosuje odpowiednie środki prawne, czyli powoła biegłych lekarzy specjalistów, którzy rozwieją bądź potwierdzą nasze przypuszczenia. Uzbrojeni w takie dowody możemy rozpocząć naszą batalię o należne odszkodowanie, bez obawy, że względów dowodowych zaprzepaścimy szansę, chociażby częściowej rekompensaty poniesionych przez nas szkód!
| < Poprzednia | Następna > |
|---|






