Kilka miesięcy z życia poszkodowanej czyli samodzielne starania o odszkodowanie
Tego dnia Genowefa G. spieszyła się wyjątkowo. Niecierpiąca zwłoki sprawa w urzędzie gminy, terminowe pismo do sporządzenia w pracy, po południu nieplanowana, ale już zapowiedziana wizyta rodzinna.
Tego dnia nie tylko pani Genowefa spieszyła sie wyjątkowo. Pan Stanisław również. Potem tłumaczył, że myślał, że zdąży, że nie zauważył Pani Genowefy. I to Pani Genowefa ni stąd ni zowąd znalazła się na pasach.
Potem był u niej w szpitalu. Przeprosił. Mówił, że zdarzyło mu się to po raz pierwszy. Co się stało, to się nie odstanie. No i ma polisę OC, od lat opłacaną w tej samej firmie. Podał wszystkie niezbędne dane. W końcu nawet się polubili, w każdym razie kłaniają się sobie do dziś, choć pani Genowefa zawsze jest wtedy ciut ostrożniejsza.
Starania o odszkodowanie rozpoczęła sama. Przecież nie święci garnki lepią! Ma wyższe wykształcenie, od lat pracuje w porządnym biurze. Niejedną sprawę już sobie sama prowadziła. Podzwoniła do kilku firm, trochę poczytała, poszukała w internecie. Uznała, że właściwie wie już wszystko na temat odszkodowań powypadkowych. Jakby nie daj Boże trzeba było, to i znajomym pomoże.
Zapoznała się dokładniej ze swoją dokumentacją medyczną, pochodziła po lekarzach, pozbierała rachunki. Wreszcie zdecydowała się ile żądać. I tu pierwszy problem. Napisać łatwiej (w końcu wie lepiej, co przeżyła). Tylko gdzie to wysłać? Adres na polisie już nieaktualny. Firma niby znana, w internecie jej pełno, strona www przepiękna, ale gdzie wysłać roszczenie ?! Podają jakieś centrum alarmowe, ale tylko telefon. Zadzwoniła. Raz. Drugi. Trzeci. Zawsze to samo. Automatyczna sekretarka przekazuje tym swoim aksamitnym głosikiem: "wszyscy nasi konsultanci są teraz zajęci, proszę zadzwonić za godzinę". Jakimś cudem ustaliła adres, już nie pamięta jak. Wie tylko, że na żadnej stronie nie wystąpił, bo firma właśnie zmieniła siedzibę. Czekała. Z początku cierpliwie. Jeszcze raz chwyciła za słuchawkę, potem dała spokój. Dostała odpowiedź, chyba po dwóch miesiącach. Stwierdziła, że nic nie rozumie, choć niby po polsku. Przecież to, czego od niej chcą i od otrzymania czego, uzależniają dalsze działania, wysłała im ponad dwa miesiące temu! Nie dostali?! To skąd wiedzą o jej żądaniach ?!
Na wszelki wypadek wysłała jeszcze raz. Minął miesiąc. Teraz twierdzą, że czekają na prawomocny wyrok z sądu karnego. Znów nic nie rozumie. Przecież Pan Stanisław sie przyznał ! Poddała się. Zleciła sprawę kancelarii odszkodowawczej. Opowiedziała o swoim zdziwieniu i oburzeniu, że tak można postępować z poszkodowanymi, że przecież po to się opłaca składki itp. Wysłuchali, trochę pożartowali, uspokoili, wytłumaczyli, że nie warto się denerwować, lepiej zająć się zdrowiem, a oni resztą.
Po dwóch miesiącach dostała częściowe odszkodowanie. Gdyby w dalszym ciągu starała się sama, dałaby już spokój - miałaby dość tego "odbijania piłeczki". Ale po długiej rozmowie z prawnikiem kancelarii zdecydowała się na dalszą walkę, tym razem w sądzie. Ich lekarz powiedział jej wszystko o możliwych następstwach jej urazu w przyszłości. Potem wspólnie sprecyzowali, o jaką kwotę wystąpią przed sądem. Nie boi się. Sprawa jest w toku.
Komentarz
Nie śmialiśmy się z Pani Genowefy. Po prostu świadkami takich historii jesteśmy na co dzień. Zresztą i nas często trafia przysłowiowy "szlag". A od kiedy większość firm przechodzi reorganizację "prawniczy szlag" trafia się raz za razem. Pani Genowefa jest nie tylko ofiarą wypadku i braku rozwagi u kierowcy, ale również ofiarą centralizacji pewnego towarzystwa ubezpieczeń, czyli na szeroką skalę zakrojonych działań pod wspólną nazwą "wszystko dla klienta".
Pani Genowefa doznała oprócz innych obrażeń również poważnego urazu kręgosłupa, znanego m.in. pod nazwą "smagnięcie biczem". Niby wszystko w porządku, ale nie wiadomo co będzie dalej. Tym bardziej, że rozpoznanie neurologiczne nie wyklucza możliwych powikłań. W każdym razie musi mieć pieniądze na kosztowną, ale niezbędną rehabilitację. Te, które do tej pory otrzymała, w naszym przekonaniu nie wystarczą, dlatego nakłoniliśmy Pania Genowefę do rozpoczęcia w jej imieniu sporu sądowego z firmą ubezpieczeniową. Sprawa jest na wokandzie. Ale kolejne opinie biegłych sądowych z zakresu traumatologii, neurologii i chirurgi ogólnej dają przekonanie, a wręcz pewność, że żądana pozwem kwota zostanie Pani Genowefie zasądzona.
I słusznie ....
| < Poprzednia | Następna > |
|---|






